Andrea Stella wytłumaczył, co stało za wczorajszą strategią pit stopów McLarena. Urzędujący mistrzowie świata F1 ponownie musieli podejmować trudne decyzje i uważać na to, aby nie skrzywdzić jednego ze swoich kierowców, choć Oscar Piastri po kolizji wydawał się zdenerwowany postawą ekipy.
Kolejny raz stajnia z Woking narobiła trochę zamieszania w wewnętrznej walce. Tym razem wynikało to ze znakomitego tempa Norrisa, który stracił prowadzenie po błędzie i nie mógł się przebić przed swojego kolegę. Nawet gdy zwycięstwo nie było pewne, a z tyłu czaiło się Ferrari, McLaren nie chciał postawić na jednego konia, który mógłby spokojnie odskoczyć. Zamiast tego trzymał się klasycznego podejścia i najpierw ściągał lidera, ale potem pozwolił Norrisowi zostać dłużej na czystym torze.
Doprowadziło to do kłopotliwej sytuacji. Wcześniejszy zjazd Piastriego de facto wpuścił go na minę w postaci tłoku, w którym to Carlos Sainz zrujnował jego wyścig. Norris miał za to szansę przycisnąć na sto procent, objąć prowadzenie i wygrać.
Gdy o te decyzje zapytano Andreę Stellę, ten przyznał, że nie doszło tu do faworyzowania któregokolwiek z kierowców, a celem było uniknięcie podcięcia ze strony Ferrari.
- Hamilton był w stanie podciąć oba McLareny, więc musieliśmy odpowiedzieć. Tego wymagała walka o zwycięstwo. Oscar prowadził i uznaliśmy, że to jego należało ściągnąć, a wtedy otworzyła się inna strategia dla Lando. To nie tak, że stawiasz na jednego lub drugiego. Robisz coś, bo musisz uniknąć przejęcia prowadzenia przez Ferrari.
- Inną sprawą była różnica tempa. Opony Lando nie były zbytnio wolniejsze od nowych kompletów w innych autach. Wygrał, bo miał tempo i okazję, ale stało się to nie dlatego, że zespół chciał stworzyć mu tę okazję. Zespół chciał pokryć Hamiltona. Gdy Lando został uwolniony, jego tempo było zwyczajnie niesamowite. Znalazł kilka dziesiątych sekundy na okrążeniu. Dzięki temu mógł wyjechać przed Oscarem. To było świetne ściganie, choć trochę wyrafinowane.
W trakcie wyścigu i już po jego zakończeniu z ust Piastriego padło wiele gorzkich słów. Australijczyk na gorąco zabrzmiał tak, jakby miał spore pretensje o taktykę zespołu i wpadnięcie w tłok, gdzie napotkał Sainza. Stella ze zrozumieniem podszedł do nerwów swojego zawodnika.
- Oscar wyjaśnił, że powiedział to w emocjach. To, co działo się między kierowcami McLarena, było po prostu świetnym ściganiem. Jesteśmy zadowoleni z tego, co zobaczyliśmy. Kierowcy mieli swoje okazje w zakrętach nr 1 i 2, a ja cieszę się, że zachowali do siebie szacunek i uniknęli kontaktu. Oscar przejął prowadzenie, bo lepiej ocenił przyczepność, a potem miał szansę wygrać wyścig.
- Jest absolutnie zrozumiałe, że gdy prowadzisz przez prawie połowę dystansu, a potem tracisz prowadzenie przez incydent ze zdublowanym kierowcą, to możesz rzucić jakimś komentarzem w emocjach. Ale nie ma tu żadnego problemu.
- Oscar zasłużył na swoją szansę, aby zwyciężyć. Na innych torach prawdopodobnie Lando by go wyprzedził, lecz tutaj jest to trudne i wymaga ogromnej przewagi tempa. Byliśmy zadowoleni, dając Oscarowi tę szansę. W takim wyścigu trzeba rozważyć wiele opcji, ale dziś poradziliśmy sobie bardzo dobrze.
Norris czuł się mocny
W innym tonie o strategii wypowiedział się Lando Norris. Panujący mistrz podkreślił, że choć zespół musi kierować się wspólnym interesem, to nadrzędnym celem kierowcy pozostaje pierwsze miejsce. Przy tak mocnym tempie Brytyjczyk czuł, że można było spokojnie postawić na niego.
- Chciałem po prostu wygrać wyścig. Jako zespół mamy natomiast pewne zasady i nie możemy szkodzić sobie nawzajem przez zbyt agresywną walkę o zwycięstwo. Ja oczywiście chciałem wygrać, tym bardziej że miałem zdecydowanie lepsze tempo od Oscara i moim zdaniem większe szanse na triumf.
- Kiedy jechałem za nim, Max tracił do nas zaledwie trzy lub cztery sekundy, więc nadal stanowił zagrożenie. Przed nami nie było nikogo, kto mógłby nam zagrozić, dlatego zespół mógłby mieć większą pewność, że wygramy. Chciałem więc zjechać po opony i spróbować podcięcia.
- Moje tempo było na tyle dobre, że prawdopodobnie mógłbym zbudować przewagę odpowiadającą całemu pit stopowi, a w razie potrzeby byłbym w stanie zatrzymać się jeszcze raz. Innym rozwiązaniem było skłonienie Oscara do wcześniejszego zjazdu.
- Była cienka granica między zbyt wczesnym zjazdem i zepsuciem wyścigu nas obu. Zespół kierował się naszym wspólnym interesem i miał prawo studzić moje zapędy. Ja jednak zawsze będę robił wszystko, co w mojej mocy, aby wygrać wyścig.

