Mercedes sądzi, że zdołał rozwiązać dziwne problemy George'a Russella z mocą na prostych odcinkach toru. Podczas minionego weekendu F1 Brytyjczyk wściekał się na osiągi bolidu na prostych, a ponadto nie mógł skupiać się na normalnych przygotowaniach.

Sprawa dziwnych spadków mocy Russella była jednym z najważniejszych tematów GP Belgii, choć zaczęła się jeszcze na Silverstone. Przez dwie ostatnie rundy 28-latek narzekał na to, że jego samochód doświadczał niezrozumiałego braku powtarzalności oraz wypadał gorzej na tle Kimiego Antonellego. Rujnowało mu to przede wszystkim kwalifikacje, a na starcie ostatniego wyścigu przydarzył się mu inny problem.

Były to dwie osobne rzeczy. Pierwsza sprawiała, że Russell na szybkich kółkach zużywał nieoptymalnie więcej energii w pierwszej części toru Spa. U Antonellego rozkład był lepszy, a wszystko kończyło się łatwym uciekaniem koledze w trzecim sektorze, choć zdaniem zespołu część różnic miała wynikać też z samych zachowań kierowców.

Pierwsze okrążenie było bardziej złożoną sprawą. Mercedesy napotkały problem w La Source i nie odzyskały tyle, ile zakładano, przez co przez cały podjazd, aż do Les Combes, dysponowały gorszym potencjałem. Russell dodatkowo nie odpuścił podczas pokonywania sekcji Eau Rouge/Raidillon, a jego jednostka miała przez to jeszcze mniej mocy.

Dziś serwis The Race podał, że Mercedes miał wprowadzić jakieś zmiany w kodzie oprogramowania, a sam zawodnik potwierdził, że sobotnie i niedzielne trudności były ze sobą trochę powiązane.

Portal Motorsport podał zaś, że była to kwestia kodu, który zarządza jednostką. Ukryta głęboko w oprogramowaniu wada została wykryta po paru dniach analizy, aczkolwiek ekipa pozna prawdę dopiero podczas GP Włoch na Monzy. Dwa kolejne tory, Hungaroring i Zandvoort, nie są tak wrażliwe energetycznie.

- Liczby, które pojawiały się na wyświetlaczu, nie były do końca dobrze skalibrowane. To nie tak, że sprzęt był zły lub wystąpił w nim jakiś problem - mówił Russell.

- Mieliśmy dwa osobne problemy na Spa. [Po pierwsze] energia nie była optymalnie dostarczana podczas okrążenia. Piastriego spotkało coś podobnego, a poza tym doświadczyliśmy czegoś jeszcze [na starcie]. Było to w pewnym sensie powiązane z tą nie do końca dobrą kalibracją. Teraz wiemy, które liczby mogły być nieprawidłowe, więc możemy to naprawić, odpowiednio skalibrować i sprawić, aby jednostka napędowa wykorzystywała pełny potencjał. 

- Prawdę mówiąc, nie mamy stuprocentowej pewności, co to było. Na Silverstone zdarzyły się momenty, w których mieliśmy problemy, ale i takie, w których było w porządku. Nie jesteśmy pewni. Kwalifikacje do sprintu były straszne, lecz główna czasówka poszła okej. Spa wypadło za to gorzej, na najbardziej zależnym od mocy torze. Dla mnie to już jednak historia i patrzę w przyszłość.

Russell wyraził też swoje zadowolenie z porzucenia teorii o nieprawidłowym stylu jazdy, którą sam podzielił się z mediami już jakiś czas temu, w Monako.

- To spora ulga, szczególnie że podczas niektórych okrążeń na Silverstone i przez większość piątku oraz soboty na Spa zastanawiałem się, jak powinienem jechać, aby jednostka dawała mi więcej na prostych. Myślałem, w jaki sposób wciskam gaz, jak wcześnie go dodaję i jak używam biegów. Dane mówiły, że prawdopodobnie gdzieś tam był problem, ale okazało się, że nie. 

- Cały wysiłek z trzech sesji, który miał na celu dostosowanie mojego stylu jazdy i zaimplementowanie nowej techniki, poszedł w pewnym sensie na marnę. Cieszę się, że mogę zacząć weekend i zwyczajnie skupić się na szybkiej jeździe, na prostych rzeczach. Wtedy spisuję się najlepiej.