Po pierwszym wyścigu sezonu F1 2026 szef Ferrari wskazał, że przewaga Mercedesa po GP Australii jest spora. W sobotnich kwalifikacjach Toto Wolff i spółka znokautowali konkurencję, ale w wyścigu byli już pod większą presją.

Za nami pierwsza odsłona rywalizacji w sezonie 2026. Runda w Australii padła łupem George’a Russella, choć przez początkowy etap wydawało się, że będzie miał on godnych rywali w postaci kierowców Ferrari. Sprawy jednak bardzo szybko skomplikowały się dla Scuderii w obszarze strategii, co doprowadziło do tego, iż Brytyjczyk przez resztę dystansu mógł spokojnie podążać do mety i skupić się tylko na kwestii dublowania.  

Obecnie sporo mówi się o potencjale stajni z Maranello, który po testach wydawał się większy niż w sobotę. Ogromna przewaga Mercedesa w czasówce zrobiła duże wrażenie, przez co w wyścigu wszyscy spodziewali się spacerku. Po zakończeniu zmagań nagłówki skradła natomiast taktyka, a nie gorsze tempo.

Fred Vasseur uważa jednak, że straty ciągle są spore, nawet jeśli nie chce wskazywać, czy występują bardziej po stronie jednostki napędowej, czy aerodynamiki.

- Trudno ocenić, czy to silnik, czy samochód, bo czasem trzeba zdecydować się na jakiś kompromis po jednej czy drugiej stronie - powiedział Francuz. - Ogólnie Mercedes jest jakieś pół sekundy przed nami, a my musimy pracować nad każdym obszarem. Wkrótce do bolidu wdrożymy dobry pakiet poprawek, a zaplanowane są też zmiany w silniku i zarządzaniu energią. Ale dotyczy to tak samo nas, jak i wszystkich innych.

Szef zespołu nawiązał także do sobotnich problemów z SF-26, które ograniczyły potencjał kierowców.

- Wczoraj strata była większa niż dzisiaj, ale nie jestem przekonany, że w kwalifikacjach zrobiliśmy wszystko na odpowiednim poziomie. Musimy poprawić się przed następną rundą, lecz ogólnie mamy stratę do Mercedesa. Nie wiem, czy to jest pół sekundy, czy mniej, a może więcej, ale coś koło tego. To będzie się zmieniać z toru na tor.

- Mamy dużo rzeczy do poprawy w trakcie sezonu. Mercedes pewnie też się poprawi. Skupiajmy się na sobie. Lista jest długa, a nie zaliczyliśmy perfekcyjnego weekendu. Wynik jest za to przyzwoity jak na start. 

Wizyta F1 w Chinach w paru aspektach będzie się bardzo różnić od ścigania w Australii. Tam, zdaniem Vasseura, wyniki mogą być inne, ale już niekoniecznie sam zwycięzca.

- Teraz przed nami zupełnie inny tor. Tutaj zarządzanie energią jest niezwykle trudne, a w Chinach będzie inaczej. Temperatury też będą inne, niższe, a dobór ustawień zaczniemy od zera. Może nie oczekuję, że Mercedes zostanie pokonany, ale dla reszty będzie to inna sytuacja. 

- Mówiłem wam już zresztą, że układ stawki w Melbourne nie ma znaczenia. Najważniejsze są możliwości rozwojowe, a my posiadamy bardzo długą listę rzeczy do poprawy.