Nowy tor F1 w Madrycie, który będzie organizował GP Hiszpanii przez 10 lat, planuje już zmiany w celu poprawienia widowiska. Debiut Madringu w królowej motorsportu wypadł fatalnie i nie stworzył żadnego spektaklu, a niektórzy kierowcy mówili nawet o tym, że chciało im się spać.
Nie minęły jeszcze 24 godziny od pierwszego wyścigu Formuły 1 na Madringu, a już pojawiły się propozycje czy wręcz obietnice pewnych zmian w nitce toru. To pozytywny głos, który może przywrócić nadzieję.
- Szczerze mówiąc, FIA jasno określiła, jak należy poprawić nitkę. Będziemy na to otwarci, bo i tak musimy ponownie poskładać tor na następny rok. Naprawdę uważam, że kierowcom podobały się kwalifikacje, za to na pewno spróbujemy ulepszyć coś na kolejną edycję. Mamy miejsce, mamy przestrzeń, infrastrukturę i możliwości, aby to zrobić. Jestem pewny, że FOM, FIA i my jakoś tego spróbujemy. Jeżeli się da, to tak zrobimy - powiedział Luis Garcia Abad, dyrektor zarządzający, dla Motorsportu.
Co zmieni się na nowym torze F1?
Z doniesień The Race wynika, że plany na usprawnienie ścigania już istnieją, a nawet zostały pokazane FIA przed tegoroczną rundą. Zakładają one wykorzystanie innych profili zakrętów, dzięki którym po prostu stworzy się szansa na walkę. Kierowcy w trakcie weekendu wyraźnie podkreślali, że jeden z głównych problemów to strefy hamowania, które są tak trudne i wymagają jednoczesnego skręcania, iż mało kto zechce odważyć się na atak.
Przede wszystkim mówi się o poszerzeniu wejścia w zakręt nr 5 w taki sposób, aby bolidy mogły rywalizować tam o pozycje. Miniony weekend udowodnił, że teoretycznie najlepsze miejsce w ogóle nie zachęcało do wyprzedzania. Kierowcy mogli spokojnie bronić się na środku toru i zmuszać rywali do jazdy poboczem. Jakikolwiek manewr, jak zresztą zapowiadał Maciek Gładysz, oznaczał ryzykowanie wykluczeniem obu aut.
Prace mają zostać wykonane też przy lewym zakręcie nr 13, który pierwotnie miał być miejscem walki po obraniu różnych linii i napędzeniu się na pochyleniu. W istniejącym wydaniu T13 pokonywany jest z tzw. średnią prędkością, a do tego po niezbyt długiej strefie hamowania, co także nie sprzyja wyprzedzaniu. Spowolnienie i zacieśnienie zakrętu mogłoby dać jakąś poprawę.
Ostatni pomysł to poszerzenie toru w zakręcie nr 20, a więc tam, gdzie zatrzymał się wczoraj Lance Stroll. Ta sekcja jest ciasna i wąska, lecz do tego stopnia, że nie zachęca do walki. Przeprofilowanie wejścia i barier miałoby to zmienić, eliminując obawy o zmieszczenie się na wyjściu.
Dlaczego wyszło tak źle?
Równie interesujące co zmiany są jednak powody wybudowania takiego wyścigowego koszmarka. Dopiero co stworzony obiekt nie powinien być tak ewidentnie zły, szczególnie że F1 miała już za sobą różne doświadczenia z fatalnie zaprojektowanymi arenami od zera, które nie musiały tak wyglądać.
Oczywiście w tym przypadku nie wszystko było takie proste jak np. na kawałku pustyni w Abu Zabi. Madring to półuliczny tor, który wykorzystuje przestrzeń miejską, a ta naturalnie wprowadza pewne ograniczenia. Z drugiej strony zdjęcia z budowy pokazują, że miejsce na niepopełnienie pewnych błędów jak najbardziej istniało.
Wiele wskazuje na to, że podczas procesu projektowania kilka rzeczy poszło źle. Po pierwsze, mapa toru ze stycznia 2024 prezentuje się trochę inaczej niż obecna. Największą różnicą jest wejście w La Monumental, które miało być dużo szybsze. Przed pochylonym łukiem miał istnieć już spory kawałek prostej, przez co cała sekcja, aż do kolejnej strefy hamowania, była długa i miała pozwolić na wyprzedzanie.
Ta koncepcja runęła, gdy okazało się, że zdaniem FIA byłby to zbyt szybki łuk. To wtedy, jak ujawniło dziś The Race, dodano dwa szybkie zakręty przed łukiem, a to znacząco zmieniło charakterystykę całego fragmentu. Podcast tego portalu, dostępny TUTAJ, szeroko opisuje też inne przeszkody.


Porównanie map Madringu z 2024 i 2025 roku. Fot. F1/Madring.
W podobnym stylu, choć dużo wcześniej, upadł temat zakrętów 1-2. Jeden z pomysłów zakładał rozpędzanie się aż od głównej prostej do pierwszego tunelu i obecnego zakrętu nr 5. Tu na przeszkodzie ponownie stanęły względy bezpieczeństwa. Tunel i tak długi odcinek na pełnym gazie wymagałyby dużo większej strefy ucieczki oraz lepszego zabezpieczenia, a na to nie pozwalała dostępna przestrzeń. Bolidy należało więc zwolnić po pierwszej prostej, podobnie jak przy przejeździe pod publiczną drogą.
Inną kwestią jest sama budowa oraz sposób dokończenia projektu. Prace ruszyły tak późno, że w kwietniu 2025 zastanawiano się, czy wyścig w ogóle dojdzie do skutku we wrześniu 2026. Poza tym sprawy skomplikowała zmiana wykonawcy z Dromo na Tilke, która włożyła kolejny kij w szprychy, a na dodatek wygenerowała zamieszanie na gruncie prawnym.
Wszystko to doprowadziło do tego, że gdy nabierająca kształtów nitka została oceniona jako coś, co nie wygeneruje dobrego ścigania, na zmiany było trochę za późno. Hiszpanie mieli mało czasu, a FIA doradziła im, aby nie ryzykowali opóźnieniami procesu ponownej homologacji i zaczekali z modyfikacjami na 2027 rok.

