Podczas mojej wizyty na torze Imola miałem okazję zamienić kilka słów z dr Riccardo Ceccarellim, czyli wybitnym ekspertem od medycyny i psychologii w motorsporcie.

Postać tę możecie znać już z mojego materiału z końcówki 2020 roku, który dotyczył aspektu emocjonalnego w kontekście słynnego wypadku Romaina Grosjeana. Tamta rozmowa przyniosła także inny temat, jakim była praca kierowców nad samymi sobą, nad ich mózgami, które Włoch lubi porównywać do... mięśni.

Wtedy też doktor kilkukrotnie podkreślił, że w sporcie motorowym panuje pewne niezrozumienie istotności kwestii umysłowych, mówiąc o tym, że do zmiany tego potrzeba zbudowania swego rodzaju kultury. W związku z tym na otwarcie postanowiłem nawiązać do tego, co usłyszałem kilkanaście miesięcy temu, pytając właśnie o proces budowania.

Odpowiedź można określić "samograjem". Była długa i wyczerpująca, a nawet nadała ton całej rozmowie, zahaczając o różne dyscypliny i różny sposób myślenia ludzi, którzy się w nich znajdują.

- Nie w tak krótkim czasie. Rozmawiałem o tym dziś rano z jednym z szefów zespołów F1. Uważam, że w Formule 1 większość kierowców nie ma zielonego pojęcia, jak ważny może być trening mentalny. W tym sporcie jest samochód, który też robi różnicę, nie tylko kierowca. Gdy wynosi ona 0.2 sekundy, trudno jest powiedzieć, że ktoś sam z siebie nie jechał najszybciej.

Dlaczego kierowcy wyścigowi myślą inaczej niż inni sportowcy? Rozmowa z dr Riccardo Ceccarellim z Formula Medicine, Parcfer.me

- Kierowcy trudno jest spostrzegać, jak możliwości umysłowe wpływają na czasy okrążeń czy całe wyścigi. Z mojego doświadczenia wynika, że zawodnicy nie mają tej świadomości. Mogę to jednak zrozumieć, bo - tak jak mówiłem - jest tu samochód, a oni nie są przyzwyczajeni już od dziecka, od gokartów, by zwracać na to uwagę.

- Teraz rozwijamy nasze treningi i wchodzimy w inne sporty, np. w narciarstwo na poziomie reprezentacji, w szermierkę, w tenisa czy w strzelectwo. Ćwiczyliśmy też z olimpijczykami, którzy po pracy z nami zdobyli medale - jeden w narciarstwie, drugi w szermierce. Działamy też z jednym z dziesięciu topowych tenisistów na świecie.

- Gdy rozmawiamy z nimi, od razu widać, że cechują się niezwykle głęboką samoświadomością. Zawsze wiedzą, dlaczego im nie poszło, jak byli nastawieni. Przychodzą do nas tak jakby z konkretną diagnozą i oczekują terapii. Muszę tu zaznaczyć, że diagnoza i terapia to nie są dobre słowa, bo oni nie są chorzy, a to nie jest psychopatologia. Oni jednak wiedzą, jak bardzo mogą obniżyć swój poziom wykonania np. pod dużą presją na igrzyskach.

- Pracując ze strzelcem, który wystąpił w Tokio i spisał się poniżej swojego potencjału, dostaliśmy od niego długie wyjaśnienia, bo czuł, że nie zarządzał sobą prawidłowo. On wie dokładnie, co jest jego problemem. Gdy wykonaliśmy testy, nasze wykresy pokazały dokładnie to samo. Podobnie jest z tenisistami czy innymi sportowcami, bo oni mierzą się ze swoimi odczuciami w trakcie zawodów. Jeśli idzie im dobrze lub źle, wiedzą, z czego się to bierze. Jeśli grasz dobrze, serwujesz wiele asów, wszystko idzie po myśli - wiesz, że to dzięki Tobie. Jeśli jest źle - to też ty, a nie rakieta czy piłka.

- U kierowców takie coś zazwyczaj nie istnieje, nawet w Formule 1. Oni nie mają tej wrażliwości w odniesieniu do swoich wyników. Ta kultura musi powstać już na etapie dzieciaków w gokartach. Trening mentalny się rozwija. Pracujemy już także z armią, z korporacjami, z menedżerami. Oni wszyscy wiedzą jednak, jak bardzo presja czy bycie poza strefą komfortu mogą wpłynąć na to, co robią.

Dlaczego kierowcy wyścigowi myślą inaczej niż inni sportowcy? Rozmowa z dr Riccardo Ceccarellim z Formula Medicine, Parcfer.me

- Jeśli jakiś kierowca spisuje się gorzej np. z powodu presji, jakichś problemów czy tego, że kolega po prostu był szybszy, a ktoś zaproponuje mu pójście do psychologa, może uznać to za skandaliczne, bo według niego nie jest dotknięty patologiami. Nie rozumie jednak, dlaczego traci, gdy nie spisuje się na sto procent, gdy nie ma idealnego nastawienia czy stanu umysłu.

- Jeśli delikatnie źle skoordynujesz pracę pedałów, hamowania, zmiany biegów, stracisz kilka setnych w każdym zakręcie, to praktycznie nic, ale jeśli pomnożysz to przez 15 zakrętów, wyjdą jakieś 0.2 sekundy. Niby nic, niczym serwis tenisisty milimetry poza linię, ale to robi różnicę, ogromną różnicę.

- Są mecze, w których w tenisie ktoś popełnia 40 niewymuszonych błędów, ale w innych ten sam gracz ma ich tylko 14. On może zobaczyć to w statystykach i może pomyśleć: "okej, dziś coś było ze mną nie tak". Kierowcy tak na to nie patrzą, ale oni też są ludźmi, więc ich także dotyka to wahanie poziomów wykonania. Problem w tym, że nie wiedzą, czemu tak jest. Właśnie tu widoczny jest brak kultury, ponieważ oni nigdy nie eksperymentują ze samoświadomością.

Chcąc zestawić "wyścigowe" myślenie z typowym dla szerokiej reszty sportów, nie można było nie nawiązać do innych dyscyplin, szczególnie gdy samemu trenowało się jakąś. Motorsport uprawia stosunkowo mało osób. Tym spoza tego środowiska - nawet mi podczas tamtej rozmowy - trudno jest pojąć, tak dokładnie poczuć, czemu przy słabszej formie miałoby się szukać przyczyn gdzieś indziej. Dlatego doktor tak często podkreślał znaczenie samochodu.

- W Twoim sporcie nie potrzeba niczego, no może poza butami i ubraniem. Nie ma żadnego innego czynnika, który może wpłynąć na ocenę Twojej postawy. Gdy byłem młody, grywałem w piłkę nożną. Nienawidziłem przegrywać i zawsze byłem maksymalnie oddany. Zauważyłem jednak, że gdy przegrywałem 0:1, nagle grałem lepiej, znajdowałem dodatkową energię, bo nie chciałem przegrać.

Dlaczego kierowcy wyścigowi myślą inaczej niż inni sportowcy? Rozmowa z dr Riccardo Ceccarellim z Formula Medicine, Parcfer.me

- Mówiłem do siebie, że należy zacząć od tego stanu. W pewnym momencie byłem już w pełni świadomy, iż tylko wydawało mi się, że gram na 100%, ale tak naprawdę było to jakieś 90. Byłem w stanie wykonać świadomą analizę. Idąc na trening mentalny, miałbym diagnozę i wiedziałbym, o co poprosić.

- Są też innego typu sportowcy, którzy w takiej sytuacji grają gorzej. Ja grałem lepiej, ale każdy jest inny, natomiast to nieistotne - liczy się to, że robią taką analizę. Widujemy około 180 kierowców rocznie, ale bardzo niewielu z nich ma takie podejście. W ciągu roku to może 1 czy 2 osoby. Tak wygląda brak tej kultury, bo nikt nie sprawia, że już na gokartach skupiają się na sobie.

- Skupienie jest, ale na kwestiach technicznych - silnik, moc, ciśnienie, opony, wszystko. Są skupieni, ale na tym, więc nie wyrobią sobie patrzenia na samych siebie. Nie dlatego, że są głupi czy nie są bystrzy, ale dlatego, że to inny sport i to taki z samochodem, który odciąga ich od tej głębokiej samoświadomości.

- Są ludzie, którzy wykorzystują różne metody, by się poprawić. Jeśli porozmawiasz z jakimś sportowcem, który powie, że nie jest w optymalnym stanie, nie ufa sobie, musi to poprawić… Wielu zawodników, kolarzy czy piłkarzy, ma wahania formy i o tym mówi. Publicznie, każdy to widzi, a oni czują i o tym mówią. A ilu kierowców robi coś takiego? "Nie jadę dobrze, nie ufam sobie, nie spisuję się optymalnie". Ilu z nich w jasny sposób podkreśla, że sami nie robią odpowiedniej roboty?

Oczywistym wyborem - szczególnie po tym, co mówił w Bahrajnie i co sam analizowałem - był Carlos Sainz, ale ta propozycja nie została uznana za trafną. Zaskoczyło mnie to o tyle, że w treści odpowiedzi nadal czułem tam trochę Carlosa. Mnie przynajmniej Hiszpan wydawał się kimś, kto bił się w pierś.

Dlaczego kierowcy wyścigowi myślą inaczej niż inni sportowcy? Rozmowa z dr Riccardo Ceccarellim z Formula Medicine, Parcfer.me

W każdym razie jasne było, o co chodzi. Przez to w trakcie weekendu - a rozmowa odbyła się tuż przed nim, w czwartek - zwracałem uwagę na tłumaczenia kierowców i to, na czym dokładnie się skupiają. Wyłapanie tego nie jest proste, bo w sporcie samochodowym odnoszenie się do maszyny wydaje się akceptowalne. I tak jest, dopóki nie myśli się o tej drugiej stronie medalu.

- To coś innego. To jakby tenisista powiedział, że gra dobrze na twardej nawierzchni, ale musi poprawić się na trawie. Teraz część kierowców musi się zaadaptować do nowych bolidów. Czują, że nie mogą jeszcze naciskać na 100%. Jeśli wolę jechać podsterownym autem, a moje jest nadsterowne, to mój kolega, który preferuje coś odwrotnego, jest lepszy. Chodzi o adaptację, jak do innej nawierzchni w tenisie. Dla mnie liczy się to, czy ktoś powie, że wie, iż mentalnie nie jest w stanie dać z siebie wszystkiego.

- Ten tenisista powiedział mi, że w trakcie meczu czuje, iż czasem, w pewnych momentach, może dać 2-3% więcej niż w innych sytuacjach. Np. gdy przegrywa lub gdy wygrywa, bo są to dwa różne stany. Mówił o tym, jak zachowuje się w zależności od stanu, twierdził, że musi popracować nad sobą, by wycisnąć więcej ze swojego potencjału. To coś innego niż poprawa np. tylko na trawie, bo grał na niej mniej.

- Kierowcy mówią czasem o potrzebie poprawienia się, gdy auto jest bardziej nadsterowne, gdy ma inne ustawienia, ale nie dotyczy to kwestii mentalnych. Oni nie twierdzą, że są w takim stanie, który nie pozwala im dać z siebie wszystkiego. Ich punkt odniesienia jest zawsze skierowany na samochód, pośrednio lub bezpośrednio, ale to auto odgrywa główną rolę, a nie oni.

- Carlos mówił o tym, co jest związane z jazdą. To prawda i zgadzam się z nim. W MotoGP różnica między dwoma zawodnikami może wynosić nie 0.2 sekundy, ale 1 sekundę. Jeśli nie czujesz pełnej pewności na limicie, bo np. masz inny styl jazdy, to jeden może dojść do tej granicy, a drugi nie. To kwestia pewności, a nie braku talentu. Podobnie może być w samochodach. Charles odnalazł się lepiej w tej maszynie, a Carlos nie.

Dlaczego kierowcy wyścigowi myślą inaczej niż inni sportowcy? Rozmowa z dr Riccardo Ceccarellim z Formula Medicine, Parcfer.me

- W zeszłym roku Ricciardo tracił do Norrisa z powodu innego stylu jazdy. Musiał się dostosować. Zawsze dotyczy to samej jazdy. Rzadko kiedy ktoś powie, że to on nie spisuje się odpowiednio. Rzadko kiedy ktoś zrobi coś jak ten tenisista. Jeśli to dzieje się u każdego sportowca, a zmiany mogą występować nawet w jednych zawodach, czy też w okresie w sezonie, to na pewno zdarza się także u kierowców. Oni jednak nie postrzegają tego w ten sposób, nie myślą tak. To całkowicie odmienne. Dlatego motorsport jest trudniejszy w kontekście pracy.

- Brakuje tego postrzegania i świadomości w całym padoku. To nie krytyka, ale wniosek, który zresztą przed chwilą wyjaśniłem. Ten sport tworzą miliony liczb, zaczynając od czasów, sektorów, minisektorów, każdego zakrętu, telemetrii z setkami informacji. Nie ma tu [na torze] wystarczająco wielu inżynierów, więc dodatkowi siedzą w fabryce. To sport danych i liczb, bardzo wymierny. Nikt jednak nie był w stanie, jak do tej pory, rozdzielić liczb związanych ze sprzętem od tych związanych z kierowcami.

W tym momencie oczywistym wydawało się wtrącenie, że może Formula Medicine jest w stanie. I faktycznie, udając się na rozmowę i wchodząc do małego motorhome'u DHL, przerwałem zespołowi Ceccarelliego inną konwersację. Jak się potem okazało, dotyczyła ona czegoś, co ma pojawić się w przyszłości w F1 i przyczynić się właśnie do tego. Przy okazji doktor podzielił się fascynującą anegdotą, która dobitnie pokazuje, jaki obraz siebie mają ludzie w motorsporcie.

- Ja próbuję i pracuję nad tym od 30 lat. Staram się robić to w naszej Mental Gym, w przeszłości także w trakcie zawodów. Tak zresztą odkryliśmy, że postawa kierowców może się mocno zmieniać. Mocno oznacza te 0.2 sekundy, o których mówiliśmy. Musieliśmy jednak przestać, bo nie mieliśmy tych wszystkich homologacji systemów.

- Teraz mamy projekt, który obejmuje homologowanie urządzenia do monitorowania parametrów ciał zawodników. Ma to pomóc szczegółowo analizować ich postawy i rozumieć, co z czego się bierze. Trudno jednak znaleźć kogoś, kto może być tym zainteresowany, bo większość z kierowców, nawet z szefów, nie czuje, że jest tutaj wiele do zrobienia. Nawet oni nie mają świadomości tego, jak bardzo postawa sportowca w trakcie wyścigu może się zmieniać.

Dlaczego kierowcy wyścigowi myślą inaczej niż inni sportowcy? Rozmowa z dr Riccardo Ceccarellim z Formula Medicine, Parcfer.me

- Jakieś 15-20 lat temu byłem doktorem jednego z zespołów i mierzyłem tętno w trakcie rywalizacji. Pewnego roku przyszedł nowy kierowca, a ja zapytałem go, czy chce to sprawdzić. Zapytał - po co? Odpowiedziałem, że po to, by widział, gdzie naciska mocniej, by mógł ocenić, gdzie może się poprawić. On jednak nie chciał tego. Uważał, że nie ma czego poprawiać, bo zawsze jechał na 100%, więc nie był w stanie robić więcej.

- Zapytałem więc - jeśli Twój kolega jest komputerem, symulatorem, może analizować każdy zakręt, temperatury, zużycie, wiatr, przez co jedzie perfekcyjnie w każdym zakręcie cały czas, to czy zaakceptujesz, że ktoś taki będzie przed Tobą? Uznał, że tak. Zapytałem, ile wolniejszy byłby od niego na przestrzeni wyścigu F1. Twierdził, że jakieś 2, może 4 sekundy. Uważał, że był 2-4 sekundy od perfekcji. Gdy ktoś mówi coś takiego, jakim cudem możesz go przekonać do takiej analizy? Kierowcy F1 myślą, że są idealni. Są ludźmi, ale tego nie czują. Tamten kierowca był dobry, był nawet miły i bystry, ale nie widział tego.

Końcówka naszego spotkania była zaskakująca. W święta, kilka dni przed udaniem się na Imolę, mój kuzyn, trener przygotowania motorycznego, pytał mnie o to, jak wygląda trening kierowców. Pewne rzeczy go zadziwiły, bo wydawały mu się nie aż tak wyżyłowane, jakby nie wykorzystywały pełnego potencjału. Bardzo podobnej wypowiedzi udzielił mi też Riccardo Ceccarelli.

- W tym sporcie jest profesjonalizm, perfekcjonizm, ale w samochodzie. Inwestuje się mnóstwo czasu, by znaleźć kilka setnych na okrążeniu. Nawet w ostatnich 2-3 latach, nawet teraz, widywałem kierowców, którzy pili nieodpowiednie napoje i mieli nudności w trakcie wyścigu. Widziałem też jedzenie nieodpowiednich produktów w złym momencie.

- Jest tak, bo często pracuje z nimi jedna osoba, najczęściej fizjoterapeuta, który robi za psychologa, dietetyka i doktora. Nawet w 2022 roku mamy miliony wkładane w rozwój bolidu, ale 1 osobę zajmującą się zawodnikiem. Zespoły tego nawet nie kontrolują, bo z auta można wyciągnąć miliony danych, a z kierowcy nie.

Dlaczego kierowcy wyścigowi myślą inaczej niż inni sportowcy? Rozmowa z dr Riccardo Ceccarellim z Formula Medicine, Parcfer.me

- Gdy zaczynałem karierę w F1 w 1989 roku, nadal uprawiałem piłkę nożną. Byłem jeszcze studentem i grałem w niższej lidze, po prostu dla zabawy. Po dołączeniu do F1 znajomi pytali mnie o ten ogromny profesjonalizm i wszystko wokół. Szczerze mówiąc, nasz zespół piłkarski, patrząc na kwestie ludzkie, był bardziej profesjonalny i lepiej przygotowany od kierowców F1.

- Oczywiście od 1989 roku zmieniło się wiele i oni poszli do przodu, wykonali gigantyczny krok. Nadal jednak trudno porównywać to z autem. Zawodnik ciągle może zrobić o wiele więcej. Wkłada się mnóstwo w bolidy, ale nie w kierowców. Nawet jeśli średnio jest o wiele, wiele lepiej niż w przeszłości, i tak zdarzają się amatorskie błędy.

- Twierdzę, że ten sport ma wielką przeszkodę, jaką jest samochód. Ona nigdy nie zniknie. Większość kierowców nie rozumie w pełni, jak bardzo sami muszą pracować nad sobą. Dlatego nigdy nie będzie tu tak samo jak w innych sportach, nigdy, bo bolid liczy się za bardzo. Widzimy, że zawodnicy czasem zmieniają zespoły, idą pracować w innym miejscu, ale zajmują się tylko kwestiami fizycznymi. Po 35 latach moja opinia jest taka, że mentalność kierowcy nigdy nie będzie taka jak tenisisty, narciarza czy strzelca. A to tylko dlatego, że tu jest samochód.