Po otwarciu sezonu F1 2026 kilku kierowców zabrało głos na temat paru aspektów bezpieczeństwa, które uwypukliły się podczas GP Australii. Max Verstappen z kolei kolejny raz wezwał FIA do zmian w przepisach.
Nowe bolidy Formuły 1 budzą coraz więcej kontrowersji i to nie tylko z powodu jakości ścigania czy kwalifikacyjnej rywalizacji. Niektóre głosy zaczynają dotyczyć bezpieczeństwa, a wątek ten jest dużo szerszy niż kwestia startów, która zresztą w Melbourne udowodniła, że znaki zapytania były uzasadnione (więcej TUTAJ).
Jedną z obaw, jakie uwypuklono przed startem nowych mistrzostw, były nagłe spadki prędkości podczas podążania za rywalem. Ze względu na to, jakie problemy wywołują obecnie baterie, liczono się z tym, że nagle może dojść do spadku energii i zwolnienia o kilkadziesiąt kilometrów na godzinę. To potencjalnie groźne zajścia, szczególnie podczas bliskiego trzymania się w cieniu.
Po niedzielnym wydarzeniu uwagę na to zwrócił Lando Norris, który po niesławnej wypowiedzi z Bahrajnu zmienił narrację i jest teraz dużym krytykiem przepisów. Mistrz podkreślił, że potencjalne kraksy mogą być wyjątkowo paskudne.
- Różnica względem poprzedzającego kierowcy może wynosić 30, 40 czy 50 km/h, a kiedy uderzysz w kogoś przy takiej prędkości, to wylatujesz w powietrze, możesz przelecieć przez ogrodzenie i wyrządzić sobie, a może także innym, ogromne szkody. To dość przerażająca perspektywa - przyznał kierowca McLarena.
Carlos Sainz mówił za to o innym aspekcie podążania za rywalem w sekcji niskiego docisku. Hiszpan miał tu na myśli sekcję 6-9, gdzie możliwa była jazda z otwartymi skrzydłami (SLM, Straight Line Mode). To tę strefę w trakcie weekendu postanowiła usunąć FIA, ale po rozmowach z zespołami zdecydowano się powrócić do pierwotnego rozwiązania, nie bez kontrowersji (więcej TUTAJ).
- Największym zmartwieniem jest dla mnie pierwsze okrążenie w wyścigu. Za sprawą jazdy z otwartymi skrzydłami tutaj [w sekwencji 6-9] było naprawdę kiepsko. Czułem się naprawdę niebezpiecznie. Bardzo trudno było kontrolować samochód w cieniu i w trybie niskiego oporu. Na prostych odcinkach nie jest źle, gdyż jest trochę jak z DRSem rok temu. Ale kiedy mamy lekkie łuki i oba samochody korzystają z trybu SLM, robi się tak, jakby w zakrętach 7 i 8 na tylnej osi było coś nie tak. To też wydaje się ryzykowne - tłumaczył Hiszpan.
- Myślę, że ten system jest tzw. plastrem na silniku, który chroni nas przed problemami z energią. Z pewnością pierwsze okrążenie i wyprzedzanie nie wydają się obecnie zbyt bezpieczne w tym trybie.
- Gdy mamy styczność z takimi obiektami jak tutaj, gdzie odzyskiwanie energii jest ograniczone, to wówczas okazuje się, że musimy jeździć z otwartymi skrzydłami w miejscach, w których nie powinniśmy tego robić.
Dlaczego Verstappen krytykuje F1?
Swoje niezadowolenie ponownie wyraził też Max Verstappen, choć już nie na gruncie bezpieczeństwa. Czterokrotny mistrz zaapelował o wprowadzenie fundamentalnych zmian w nowych regulacjach i uzasadnił, dlaczego jego negatywne opinie nie są narzekaniem dla samego narzekania.
- Kocham wyścigi, ale wszystko ma swoje granice - powiedział Holender. - Wiem, że FIA i F1 są skłonne wysłuchać naszych opinii, ale jednocześnie mam nadzieję, że podejmą też jakieś działania, ponieważ nie tylko ja mam negatywne podejście do tych zasad. Wiele osób ze środowiska podziela moje zdanie.
- Nasze komentarze są podyktowane tym, że chcemy po prostu jak najlepiej dla tego sportu. Nie krytykujemy tylko po to, żeby krytykować. To bierze się z konkretnego powodu. Chcemy, żeby to była Formuła 1, prawdziwa Formuła 1 na sterydach. Dziś oczywiście tak nie było.
Sam zainteresowany liczy, że korekty przepisów nie będą tylko kosmetyczne. Zapytany o swoje potencjalne odejście, odparł: - Władze sportu powinny skupić się obecnie na poprawie tych zasad. Ja jedynie dostaję mnóstwo pytań, a następnie przedstawiam swoją opinię na temat tego, co chciałbym zmienić i co moim zdaniem jest lepsze dla tego sportu, gdyż zależy mi na dobru tej dyscypliny. Kocham wyścigi i chcę, żeby były lepsze niż obecnie.
- Zobaczymy więc, co możemy zrobić. Mam nadzieję, że nawet jeszcze w tym roku uda nam się znaleźć jakieś inne rozwiązania, dzięki którym wszyscy będą mieli więcej radości.

