Serwis Auto Motor und Sport podzielił się ciekawymi informacjami na temat rozmów ws. nowych jednostek napędowych, które mają wejść do Formuły 1 w 2025 lub 2026 roku. 

Do wdrożenia nowej formuły silnikowej pozostało coraz mniej czasu, a za kulisami trwa obecnie wzajemne przeciąganie liny pomiędzy wszystkimi producentami, którzy nie mogą znaleźć wspólnego języka w kwestii specyfikacji kolejnego napędu.  

Problemem jest też dokładna data wprowadzenia nowego silnika, bowiem Red Bull opowiada się za sezonem 2026, a władze serii z kolei mają naciskać na 2025 rok.  

Horner, Red Bull Honda

Ta sprawa jest o tyle istotna, gdyż po kampanii 2025 wygasa porozumienie Concorde, w związku z czym przedstawiciele FIA i F1 będą mogli w późniejszym terminie samowolnie zdecydować o charakterystyce nowej jednostki napędowej.

Według informacji AMuS, kolejne spotkanie producentów ma odbyć się we wrześniu przy okazji weekendu wyścigowego na torze Monza. Ostatnie rozmowy na ten temat, które miały miejsce 29 lipca, nie przyniosły spodziewanego progresu w fundamentalnych kwestiach.

Podczas kolejnego zgromadzenia mają zostać omówione takie wątki jak ilość cylindrów (4 lub aktualne V6), obecność MGU-H, a także dodanie rekuperacji na przednią oś.

Mercedes i Renault są za utrzymaniem V6, natomiast obóz Red Bulla i Ferrari byłby w stanie zgodzić się na przejście na silniki z 4 cylindrami. Druga opcja byłaby bardzo korzystna dla przedstawicieli z grupy Volkswagena, którzy brali udział w spotkaniach, gdyż ich strona perforowałaby rozwiązanie, według którego wszyscy zaczynaliby od zera. 

Z takim scenariuszem stanowczo nie zgadza się dyrektor wykonawczy ekipy z Enstone, według którego takie działanie nie ma żadnego logicznego wytłumaczenia. 

- To nie ma zbyt dużego sensu, by wymyślić coś, co podzieli trzy firmy, ale sprawi, że pojawi się jedna nowa. Jeśli będziemy mieli neutralne paliwa, to nie będziemy potrzebować 4 cylindrów. V6 jest przecież już na miejscu. Po co wymyślać koło od nowa? - przyznał Marcin Budkowski. 

Marcin Budkowski, Alpine

Polak jest też przeciwny rozwiązaniu, aby na przedniej osi zastosować dodatkowy moduł systemu MGU-K. 

- To wiązałoby się z ogromnymi modyfikacjami samochodu, większą wagą i dodatkowymi kosztami. 

Zagraniczne raporty sugerują także, że wszystkie zainteresowany strony mają być zgodne tylko w sprawie utrzymania systemu hybrydowego i wykorzystywania paliwa syntetycznego. 

Christian Horner, wypowiadając się w tym temacie zaznaczył, iż F1 powinna całkowicie zmienić architekturę napędów, gdyż przy obecnym projekcie obniżanie kosztów jest niemożliwe. 

Horner, Binotto

Pryncypał stajni z Milton Keynes nie widzi również potrzeby, aby udział energii elektrycznej został diametralnie zwiększony (Mercedes i Renault opowiadali się za takim rozwiązaniem), ponieważ w jego opinii prosty system MGU-K jest w pełni wystarczający, a kwestie środowiskowe mają zostać spełnione poprzez zastosowanie ekologicznego paliwa. 

Podobne stanowisko reprezentują przedstawiciele Ferrari, którzy ponadto domagają się, aby technologia stosowana w F1 była bardziej użyteczna w seryjnej produkcji. Chodzi dokładnie o odzyskiwanie energii z przedniej osi, bowiem to rozwiązanie jest bliższe zastosowania w samochodach drogowych niż wdrożenie do nich problematycznego i niewykorzystywanego poza F1 systemu MGU-H.