Po dłuższym niż zwykle oczekiwaniu, jaki spowodowały problemy z paroma wyścigami, F1 w końcu doczekała się oficjalnego harmonogramu na sezon 2023.

W ostatnim czasie seria musiała stawić czoła paru wyzwaniom, co doprowadziło do tego, iż wymyślono przynajmniej kilka wersji kalendarza, a następnie próbowano pogodzić różne interesy, negocjując przy tym odpowiednie daty oraz wywierając wpływ na promotorów.

Ostatecznie zdołano stworzyć liczącą aż 24 rundy rozpiskę. W przypadku odbycia się każdego Grand Prix - co w ostatnim czasie nie jest takie oczywiste - liczba ta będzie stanowiła rekord.

W rozkładzie jazdy zabrakło Republiki Południowej Afryki, która po wielu latach chciała powrócić do Formuły 1. Nie jest to jednak wielkim zaskoczeniem, bowiem porzucenie tego pomysłu ocaliło - przynajmniej na chwilę - GP Belgii.

To, co nie wyszło reprezentantom RPA, po krótszym rozbracie może udać się Chińczykom, którzy znaleźli swoje miejsce w typowym dla siebie kwietniowym terminie. Zgodnie z zapowiedziami w kalendarzu ponownie znalazł się też Katar, który odpuścił sezon 2022 ze względu na piłkarski Mundial. Porozumienie zawarto również z organizatorami GP Monako, którzy z powodu ogólnego niezadowolenia przez długi czas mierzyli się z wizją celowego pominięcia.

Słowa o chęciach ułożenia bardziej ekologicznego harmonogramu nie przełożyły się na konkretne czyny, co nie jest jednak dużą niespodzianką, ponieważ w wielu obowiązujących jeszcze umowach zawarte są konkretne daty, z których promotorzy nie chcą łatwo rezygnować. Mimo tego władzom sportu i tak udało się wywalczyć kilka zmian.

Podobnie jak przed pandemią Azerbejdżan znów zamienił czerwiec na kwiecień. Imola utrzymała rangę pierwszego w pełni europejskiego wyścigu, ale została przesunięta o około miesiąc. Z majem pożegnało się natomiast GP Hiszpanii, które tym razem odbędzie się na początku czerwca. W drugą stronę powędrowała za to Belgia, która zamiast zamykać wakacje, tym razem otworzy przerwę.

Oficjalny kalendarz sezonu 2023 Formuły 1